O autorze
Mam „patchworkową” rodzinę, dorastającego syna i przemądrzałego psa. Jestem mezzosopranistką i przedstawicielką gatunku muzycznego classical-crossover, który polega na łączeniu operowego wokalu z popem, jazzem, rockiem, house’m itd. Na świecie robią to Sarah Brightman i Andrea Bocelli. Prowadzę małą firmę producencką. Nagrałam cztery płyty. Wyprodukowałam wiele koncertów (takich jak otwarcie festiwalu „Kręgi Sztuki” w Cieszynie w 2011 roku, czy koncert z okazji 600-lecia Katedry we Włocławku). Nagrałam z „włoskim Rubikiem” Amedeo Minghi hymn na beatyfikację Jana Pawła II pt. „Un uomo venuto da lontano”. Moje utwory można znaleźć na międzynarodowych składankach chilloutowych „Cafe Crishna”i „Hotel St. Tropez”.
W tym roku wszystko, co robię, związane jest z tango nuevo. Promuję z moimi muzykami najnowszą płytę pt. "Piazzolla. Show Me Your Tango" (wyszła pod koniec maja).

Acha! Pochodzę ze Strumienia na Śląsku Cieszyńskim, gdzie funkcjonują dwa wspaniałe chóry. Kocham też Wrocław, gdzie ukończyłam Akademię Muzyczną. Mieszkam w Warszawie. Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, spacerów z psem i… czarnej kawy

Papierosy zamiast gazet. Fu!

Trzydzieści minut szukałam gazety. W końcu znalazłam pomiędzy papierosami.
Trzydzieści minut szukałam gazety. W końcu znalazłam pomiędzy papierosami. IK
W każdą sobotę, jeszcze leżąc w łóżku, włączam swój tablet i przy porannej kawie czytam gazety, nadrabiając zaległości całego tygodnia. Albo wymykam się do pobliskiego sklepu po gazetę papierową i szybko wracam z nią do łóżka. Ale miniony sobotni poranek zamiast w łóżku, spędziłam na krakowskim rynku. I nigdzie ale to nigdzie!!!! nie mogłam dostać gazety!

Kraków to dla mnie głównie dzielnica Kazimierz czy niedaleki Zamek w Przegorzałach – cudowne okolice, które pochłaniają mnie zawsze, gdy się tam zatrzymuję. I pewnie te widoki odciągnęły mnie od zmian, które zaszły na Rynku Głównym w Krakowie. Pewnie zresztą zaszły już jakiś czas temu ale ja dopiero teraz je zauważyłam…



Kiedy wybrałam się pobliże Sukiennic na poranną kawę i skoczyłam po gazety do jednego z charakterystycznych kiosków (wydrążonych jakby w słupach ogłoszeniowych), przeżyłam gorzkie rozczarowanie – ani „Wyborczej”, ani „Rzeczpospolitej” ani „Dziennika Gazety Prawnej” ani nawet „Vivy”. Za to pełna oferta papierosów i wyrobów tytoniowych. W kolejnym kiosku-słupie trochę lepiej. Było kilka gazet kolorowych, ale żadnej z tych, które mnie w sobotę interesowały. W kolejnych dwóch także brak gazet codziennych. Pomyślałam, że szkoda mojego czasu na badanie kolejnych punktów i ruszyłam do Empiku, który… okazał się zamknięty z powodu remontu. Rozejrzałam się wokół siebie i szybko stało się dla mnie jasne, że na Rynku Głównym w Krakowie gazety nie kupię.
Rezygnując z pomysłu picia kawy na rynku, ruszyłam uliczkami w stronę Wawelu. I po drodze natknęłam się wreszcie na kiosk z gazetami. Tyle, że gazety były ukryte, a ja wkładając głowę w okienko kiosku wykrzyczałam, jaki konkretnie tytuł mnie interesuje. Całe szyby kiosku były bogato inkrustowane kolorowymi opakowaniami papierosów (na dowód tego załączam zdjęcie, na którym widać, jak triumfuję z gazetą na tle tytoniowego krakowskiego kiosku). W witrynach żadnej gazety. Map dla turystów zresztą też się nie uświadczy.

Podobno, o czym często opowiadają mi znajomi, gazet sprzedaje się coraz mniej i media z tego powodu przechodzą kryzys. Ale jak tych gazet ma się sprzedawać więcej, skoro w takim miejscu jak Rynek Główny w Krakowie nie można ich kupić? Jak mam wybrać konkretny dziennik czy magazyn (albo nawet kilka magazynów), które będę sobie czytała przy kawie, skoro w wystawach kiosków do wyboru podsuwa mi się tylko papierosy??!

Dziękuję, nie palę. A krakowski rynek stracił dla mnie swój urok.
Trwa ładowanie komentarzy...