Papierosy zamiast gazet. Fu!

Trzydzieści minut szukałam gazety. W końcu znalazłam pomiędzy papierosami.
Trzydzieści minut szukałam gazety. W końcu znalazłam pomiędzy papierosami. IK
W każdą sobotę, jeszcze leżąc w łóżku, włączam swój tablet i przy porannej kawie czytam gazety, nadrabiając zaległości całego tygodnia. Albo wymykam się do pobliskiego sklepu po gazetę papierową i szybko wracam z nią do łóżka. Ale miniony sobotni poranek zamiast w łóżku, spędziłam na krakowskim rynku. I nigdzie ale to nigdzie!!!! nie mogłam dostać gazety!

Kraków to dla mnie głównie dzielnica Kazimierz czy niedaleki Zamek w Przegorzałach – cudowne okolice, które pochłaniają mnie zawsze, gdy się tam zatrzymuję. I pewnie te widoki odciągnęły mnie od zmian, które zaszły na Rynku Głównym w Krakowie. Pewnie zresztą zaszły już jakiś czas temu ale ja dopiero teraz je zauważyłam…

Kiedy wybrałam się pobliże Sukiennic na poranną kawę i skoczyłam po gazety do jednego z charakterystycznych kiosków (wydrążonych jakby w słupach ogłoszeniowych), przeżyłam gorzkie rozczarowanie – ani „Wyborczej”, ani „Rzeczpospolitej” ani „Dziennika Gazety Prawnej” ani nawet „Vivy”. Za to pełna oferta papierosów i wyrobów tytoniowych. W kolejnym kiosku-słupie trochę lepiej. Było kilka gazet kolorowych, ale żadnej z tych, które mnie w sobotę interesowały. W kolejnych dwóch także brak gazet codziennych. Pomyślałam, że szkoda mojego czasu na badanie kolejnych punktów i ruszyłam do Empiku, który… okazał się zamknięty z powodu remontu. Rozejrzałam się wokół siebie i szybko stało się dla mnie jasne, że na Rynku Głównym w Krakowie gazety nie kupię.
Rezygnując z pomysłu picia kawy na rynku, ruszyłam uliczkami w stronę Wawelu. I po drodze natknęłam się wreszcie na kiosk z gazetami. Tyle, że gazety były ukryte, a ja wkładając głowę w okienko kiosku wykrzyczałam, jaki konkretnie tytuł mnie interesuje. Całe szyby kiosku były bogato inkrustowane kolorowymi opakowaniami papierosów (na dowód tego załączam zdjęcie, na którym widać, jak triumfuję z gazetą na tle tytoniowego krakowskiego kiosku). W witrynach żadnej gazety. Map dla turystów zresztą też się nie uświadczy.

Podobno, o czym często opowiadają mi znajomi, gazet sprzedaje się coraz mniej i media z tego powodu przechodzą kryzys. Ale jak tych gazet ma się sprzedawać więcej, skoro w takim miejscu jak Rynek Główny w Krakowie nie można ich kupić? Jak mam wybrać konkretny dziennik czy magazyn (albo nawet kilka magazynów), które będę sobie czytała przy kawie, skoro w wystawach kiosków do wyboru podsuwa mi się tylko papierosy??!

Dziękuję, nie palę. A krakowski rynek stracił dla mnie swój urok.
Trwa ładowanie komentarzy...