Bilety na koncert Zimermana wyprzedane w 10 minut!

własne
Dziś o 19.30 w Filharmonii Narodowej wystąpi Krystian Zimerman. Wykona koncert fortepianowy Witolda Lutosławskiego. Kilka dni temu odbyła się prawdziwa walka o bilety. To świetnie, że nie tylko bilety na Rihannę sprzedają się u nas jak świeże bułeczki.

Dzisiejszy recital to jedno z kilkunastu wydarzeń tegorocznej "Warszawskiej Jesieni". Dla mnie najważniejsze. W Roku Lutosławskiego nie mogło zabraknąć wśród utworów prezentowanych podczas festiwalu fascynującego koncertu, który Witold Lutosławski napisał specjalnie dla najsłynniejszego w świecie polskiego pianisty (pisał go przez dziesięć lat!). "Dziś, z perspektywy czasu widać, że jest to jeden z ostatnich wielkich koncertów fortepianowych całej literatury muzycznej" - mówił o utworze Zimerman w wywiadzie dla Polskiego Radia.

Nie było mnie na widowni "Warszawskiej Jesieni 1988", kiedy Zimerman po raz pierwszy w Polsce wykonał koncert fortepianowy Lutosławskiego. Miałam wtedy 18 lat i uczyłam się pilnie w szkole muzycznej w Cieszynie. Nie słyszałam go też na żywo w tym roku w dużych salach koncertowych Londynu czy Paryża. To wspaniałe, że po 25 latach od prawykonania, koncert zabrzmi ponownie w Warszawie.

Z pewnością jutro podzielę się wrażeniami!

Przy okazji przeglądania w internecie repertuaru "56. Warszawskiej Jesieni" natknęłam się na wiele głosów oburzenia melomanów, którzy nie zdołali dostać biletów na dzisiejszy koncert. Faktem jest, że Filharmonia Warszawska sprzedawała je w sposób inny niż zwykle - tylko w internecie. 16 września rano ruszyła sprzedaż internetowa. I po kilkunastu minutach ją wstrzymano. Bilety zostały wyprzedane. Dziś można znaleźć w sieci informacje wzburzonych internautów o tym, że wydarzenie zostało źle oznaczone, że trudno było się domyślić, że właśnie o nie chodzi, że nie można było przeładować strony itd. Faktem jest, że ja też się nie orientuję, ile biletów trafiło do sprzedaży. Mnie udało się je odkupić i to za niemałe pieniądze.



Szkoda, że wobec tak dużego zainteresowania, nie zorganizowano więcej koncertów mistrza - tak jak kilka lat temu. Cieszy mnie natomiast bardzo, że "emocje biletowe", które towarzyszą zwykle wydarzeniom sportowym albo wielkim koncertom popowym, przeniosły się w końcu w okolice sali filharmonicznej.

Może to znaczy, że nadciąga renesans muzyki kameralnej? Że ludzie mają przesyt hałasu, chaosu i popkulturowej kolorowej sieczki? Że rośnie w nas potrzeba chłonięcia czystych dźwięków i atmosfery, która sprzyja refleksji i duchowemu rozwojowi. Że coraz większa liczba ludzi docenia piękno, kunszt wykonania i ciężką pracę artystów. Że się rozwijamy i rosną nasze estetyczne potrzeby. Wspaniale...


PS Koncert niestety nie będzie transmitowany w Programie 2 Polskiego Radia. Krystian Zimerman nie wyraził zgody na rejestrowanie występu. Mam nadzieję, że nikt z publiczności nie włączy kamery w komórce i nie zacznie nagrywać, bo wówczas maestro może - tak jak niedawno w niemieckim Essen - wstać i opuścić salę.
Trwa ładowanie komentarzy...