O autorze
Mam „patchworkową” rodzinę, dorastającego syna i przemądrzałego psa. Jestem mezzosopranistką i przedstawicielką gatunku muzycznego classical-crossover, który polega na łączeniu operowego wokalu z popem, jazzem, rockiem, house’m itd. Na świecie robią to Sarah Brightman i Andrea Bocelli. Prowadzę małą firmę producencką. Nagrałam cztery płyty. Wyprodukowałam wiele koncertów (takich jak otwarcie festiwalu „Kręgi Sztuki” w Cieszynie w 2011 roku, czy koncert z okazji 600-lecia Katedry we Włocławku). Nagrałam z „włoskim Rubikiem” Amedeo Minghi hymn na beatyfikację Jana Pawła II pt. „Un uomo venuto da lontano”. Moje utwory można znaleźć na międzynarodowych składankach chilloutowych „Cafe Crishna”i „Hotel St. Tropez”.
W tym roku wszystko, co robię, związane jest z tango nuevo. Promuję z moimi muzykami najnowszą płytę pt. "Piazzolla. Show Me Your Tango" (wyszła pod koniec maja).

Acha! Pochodzę ze Strumienia na Śląsku Cieszyńskim, gdzie funkcjonują dwa wspaniałe chóry. Kocham też Wrocław, gdzie ukończyłam Akademię Muzyczną. Mieszkam w Warszawie. Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, spacerów z psem i… czarnej kawy

„Wenus w futrze” – odtrutka na spalenie tęczy

Kadr z filmu Wenus w futrze
Kadr z filmu Wenus w futrze www.film.onet.pl
Roman Polański nakręcił kolejny film teatralny. Akcja „Wenus w futrze” podobnie jak „Rzezi” rozgrywa się w jednym pomieszczeniu. A mimo to widz wędruje z aktorami przez zróżnicowane krajobrazy… ludzkiej psychiki. Każdy z nas skrywa jakieś tajemnice – perwersje, atawistyczne żądze, dzikie namiętności. Ale nie każdy ma szansę uzmysłowić je sobie i ich doznać.

Akcja filmu toczy się w teatrze, w którym zakończył się właśnie casting na główną rolę w sztuce będącej adaptacją powieści Leopolda Sacher-Masocha. Thomas, autor adaptacji i reżyser zarazem, rozczarowany kwalifikacjami kandydatek, zbiera się do domu, gdy do sali wbiega zlana deszczem, rozkojarzona, głośno przeżuwająca gumę Wanda (w tej roli świetna Emmanuelle Seigner). Kobieta jest zdeterminowana, żeby dostać rolę i kiedy Thomas (gra go bardzo podobny do Polańskiego Mathieu Amalric) traci ją na chwilę z oczu, wdziera się na scenę. W ciągu kilku minut swoją kreacją hipnotyzuje reżysera. Namawia Thomasa, by wcielił się w rolę głównej postaci męskiej. Ten podejmuje wyzwanie. Gdy zaczynają padać pierwsze kwestie Wandy Dunajew i Seweryna Kuszemskiego, pomiędzy reżyserem i aktorką rozpoczyna się dziwna gra…



Szybko tracimy rozeznanie, co jest częścią odgrywanej w filmie sztuki, a co należy do rzeczywistości. Gra miłosna pomiędzy bohaterami sztuki potęguje się w niekontrolowany sposób. Wanda zachowuje się w sposób zaskakujący i nieoczekiwany. Przyciągając i odpychając reżysera, kokietując go i poniżając, uwodząc go i wyśmiewając, doprowadza do tego, że staje on przed nią całkowicie obnażony – choć to ona chodzi na scenie w samej bieliźnie.

Emmanuelle Seigner nie dotykając nawet marynarki Thomasa, doprowadza go do emocjonalnego i erotycznego uniesienia i„zdejmuje mu majtki” przed widzem. Obnażając jego duszę. Po półtorej godzinie widzimy Thomasa gołego: pozbawionego narzuconej mu przez życie społecznej maski, nieskrępowanego w formułowaniu swoich potrzeb, wykrzykującego w ekstazie najbardziej podniecające go fragmenty… żeńskiej roli, w szpilkach na stopach i szmince na ustach.

Thomas, który na początku filmu jest panem sceny, zostaje – niczym mitologiczny król Teb – ograny przez Dionizosa. Reżyser, który rozstawiał po kątach swoje aktorki, kończy przywiązany przez tajemniczą Wandę do pala i z kretyńską miną przygląda się, jak ta tańczy przed nim taniec Bachantek. Cierpiąc, wydaje się jednak szczęśliwy, jak nigdy wcześniej. Bo dzięki tej perwersyjnej relacji uwolnił swoją drugą naturę. Pofolgował swoim guilty pleasures.

Fantastyczna gra aktorów. Świetnie budująca atmosferę muzyka Alexandra Desplata. I oczywiście zdjęcia Pawła Edelmana.

A do tego po obejrzeniu „Wenus w futrze” i relacji z warszawskiego Marszu Niepodległości mam jeszcze jedną dodatkową refleksję. Refleksję niespodziewaną. Zastanawiam się od wczoraj nad tym, jakie skrywane pragnienia mają ci, którzy spalili tęczę w Warszawie. Co ich podnieca, czego się wstydzą? Co ukrywają? Do czego nie chcą się przed sobą przyznać? Jakim myślom oddają się, kiedy wieczorem leżą w łóżku? Jak zachowują się w stosunku do swoich życiowych partnerek (partnerów)? Jak się spełniają w swoich społecznych rolach. Kogo zgrywają? Kogo udają jeden przed drugim? Niezależnie od tego, jak bardzo głoszą swoją przynależność do społecznej normy, swoją „czystość” rasową i „poprawność” seksualną, oni też ulegają pewnym wewnętrznym impulsom i bodźcom, mają swoje perwersje i nie są święci. Trzeba być przecież kompletnie zboczonym, żeby stale fantazjować o paleniu tęczy. Spalono ją przecież nie pierwszy raz. Może ten, kto to zrobił, lubi bzykać pszczoły?
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Film
Trwa ładowanie komentarzy...